MINIMALIZM

Ostatnio wszechobecnym wszędzie tematem jest pojęcie minimalizmu.
Można powiedzieć że minimalizm stał się czymś modnym, według mnie to bardzo dobrze, tak samo jak ,,modne” są ćwiczenia fizyczne, nieważne czy to na siłowni czy w domowym zaciszu, chodzi po prostu o ruch a także coraz bardziej świadome podejście do zdrowej żywności. Bardzo cieszę się z tego że dobre i zdrowe rzeczy dla nas są coraz bardziej dostępne, coraz więcej się o tym mówi.



Dużo osób słysząc minimalizm przechodzą dreszcze i wyobrażają sobie zimne i ciemne jaskinie oraz zapuszczonych, nieumytych ludzi, czyli w skrócie totalny ascetyzm.


Czym według mnie jest minimalizm?

Jest to świadome posiadanie oraz kupowanie rzeczy, przedmiotów
oraz ubrań.

Czy jestem minimalistką?

Nie, ale podoba mi się to myślenie. Od zawsze byłam ogromna bałaganiarą. Zawsze wstydziłam się swojego pokoju w którym był straszny bałagan, jak tylko ktoś przychodził, leciałam jak szalona żeby zamknąć drzwi, żeby tylko nikt tego nie zobaczył.

W sprzątaniu pomagali mi rodzice, sprzątanie potrafiło trwać nawet kilka godzin, a utrzymanie porządku trwało maksymalnie 3 dni. I tak latami.
Zaczęło się to zmieniać dopiero odkąd mieszkamy razem. Mój Mężczyzna jest typem osoby która po sobie sprząta i ma mało rzeczy, rzadko coś kupuje czyli można go nazwać minimalistą. Był minimalistą zanim stało się to modne ;)

W czym tkwił mój problem?

Miałam zdecydowanie ZA DUŻO rzeczy. Różnych bibelotów, ozdóbek, durnostojek, ramek na zdjęcia, po prostu milion zbędnych rzeczy. To samo dotyczyło ubrań. Szafa pękała w szwach a ja nie miałam w co się ubrać, a chodzi o to że miałam dużo ubrań w których nie chodziłam, nie potrafiłam ich zestawić i nie miałam swojego stylu. Nie wiedziałam, w czym dobrze wyglądam, w czym dobrze się czuję. Nosiłam co miałam.

Jak jest teraz?

Nie mówię, że magicznie zamieniłam się w minimalistyczną pedantkę bo byłoby to kłamstwem. Ale teraz bałagan mi przeszkadza. Kiedyś gdy przebywałam w miejscu gdzie było dużo rzeczy nie przeszkadzało mi to, teraz w takich miejscach się duszę. Nawet inspiracje wnętrz podobają mi się bardziej minimalistyczne, szarość, biel, ład i harmonia.


Kluczem do ogarnięcia przestrzeni wokół mnie jest mieć mało rzeczy, ale takich które mi się podobają, które lubię. Zamiast pięciu świeczników, na komodzie stoi duża latarenka ze świecą z Ikei i napis Home z Jyska. Na stole jest tak naprawdę mój komputer i telefon, nie ma sterty gazet, ulotek itp. Niektórzy mogą pomyśleć że jest za pusto ale nam bardzo to odpowiada.


Staram się odkładać wszystko od razu na miejsce. Co ważne, każda rzecz w domu musi mieć swoje miejsce. Kiedy dostaliśmy na święta blender, od razu zrobiłam na niego miejsce i zawsze odkładamy go do plastikowego koszyka w szafce.

Nie chcę, żebyście mnie tez źle zrozumiały, że mamy po dwa talerze, szklanki i dwa widelce. Nie przesadzajmy. Nie kupujemy rzeczy które już mamy. A co najważniejsze? Nie kupujemy rzeczy, które są nam niepotrzebne. Niby oczywista oczywistość, ale…
No właśnie ale.

Zrobiłam porządki w ubraniach, kosmetykach (z wielkiej głębokiej szuflady kosmetyków, mam tylko kosmetyki rzadziej używane jak paletki cieni w pojemniku z Ikei a produkty do makijażu które używam na co dzień mam w małej kosmetyczce). A także uporządkowałam aplikacje w telefonie, foldery w komputerze, odsubskrybowałam mnóstwo kanałów na yt, pełno filmów a ja nie mam czego oglądać oraz usunęłam dużo ,,znajomych” z fb.

Od razu było mi lżej i lepiej.

Bardzo mądrze o minimalizmie napisała Ania Niebałaganka w poście ,,5 powodów, dla których lepiej jest mieć mniej”

Pod tym co napisała Ania podpisuję się rękoma i nogami i właśnie tak jej napisałam w komentarzu. Pokażę Wam fragment mojego komentarza który nawet Ania zacytowała i który jest aktualnie moją myślą przewodnią:

,,Kiedyś nie wyobrażałam sobie mieć mniej, no bo po to żyjemy żeby kupować i korzystać z dóbr materialnych. Niby tak ale należy być bardziej świadomym swoich potrzeb i to że mogę i chcę mieć mniej to nie znaczy że nie będę szczęśliwa :)”

I na koniec chciałabym jeszcze powiedzieć o paradoksie, który
zauważyłam:
Im mam mniej ubrań tym mam większy wybór ;)

A co Wy sądzicie na temat minimalizmu? Czy jednak nie wyobrażacie
sobie mieć po prostu mniej?



xoxo Marta
Copyright © 2014 PrincesaMartita , Blogger